Diamenty są wieczne

Fot.: pixabay

W lutym 2003 roku, grupa włoskich złodziei włamała się do jednego z najbardziej strzeżonych miejsc na świecie – do sejfu Centrum Diamentowego w Antwerpii. Włamanie to okrzyknięto kradzieżą stulecia, bo z Centrum zniknęło 3/4 przechowywanych tam kamieni szlachetnych. Kradzieży dokonano w tak profesjonalny i wyrafinowany sposób, że ich brak zauważono dopiero następnego ranka.

Diamenty zawsze były przedmiotem pożądania. Te niewielkie błyszczące kamyki posiadają tak olbrzymią wartość, że często stają się walutą, która wspiera działalność organizacji przestępczych czy terrorystycznych. Wysoka cena diamentów sprawia również, że rozmaitego autoramentu organizacje wzniecają powstania antyrządowe po to tylko, by kontrolować kopalnie diamentów i czerpać zyski z ich wydobycia.

W 2003 roku, dokonano próby uregulowania handlu diamentami tak, aby wykluczyć z obrotu te kamienie, które zostały zdobyte w sposób nielegalny. Regulację nazwano Procesem Kimberley i polega ona na tym, że kraje w których wydobywa się diamenty wystawiają certyfikaty ich pochodzenia. Dzięki temu wydobycie kamieni miało być kontrolowane a same certyfikaty stworzono w ten sposób, by uniemożliwić ich sfałszowanie.

Cały przemysł diamentowy uznał to za idealne rozwiązane pozwalające wykluczyć z rynku tzw. „krwawe diamenty”, które zdobyto poprzez wojny, stosowanie przemocy czy innej niesprawiedliwości. Każdy kraj, który nie spełniał warunków zawartych w Procesie Kimberley był wykluczany z międzynarodowego obrotu diamentami. Nie kupowano więc diamentów od rebeliantów walczących przeciwko swojemu rządowi i z handlu kamieniami wyłączono takie kraje jak Sierra Leone, Angola czy Demokratyczna Republika Kongo, w których wydobycie stanowiło 5% światowego handlu diamentami. Dziś na czarnej liście pozostaje Wybrzeże Kości Słoniowej, gdzie wydobywa się 1% wszystkich diamentów na świecie.

Mimo, że dzięki Procesowi Kimberley stworzono doskonały system kontroli przepływu diamentów, ma on jednak poważną słabość, bo nie uwzględnia sytuacji, gdzie diamenty zdobywa się z pomocą przemocy, gwałtu i łamania praw człowieka przez legalnie wybrany rząd określonego kraju. Tak dzieje się np. w Zimbabwe. Diamenty w Zimbabwe odkryto w 2006 roku, co stało się przyczyną masowych morderstw, egzekucji i wykorzystywania do pracy dzieci. Wg Procesu Kimberley, krwawymi diamentami z Zimbabwe można jednak legalnie handlować.

W wielu krajach afrykańskich diamenty zamiast zbawieniem, które powinno wyciągnąć je z nędzy i zacofania, stało się ich przekleństwem. Sierra Leone np. ma takie ilości diamentów, że powinna stać się krajem bogatszym niż Arabia Saudyjska. Sierra Leone jest krajem młodym, swoją niepodległość ogłosiła dopiero w 1960 roku, i od tego czasu pada ona ofiarą kolejnych chciwych i niekompetentnych dyktatorów, którzy dbają tylko o siebie i związaną z nimi elitę. Do tego chaosu dołączyła w latach 90-tych wojna domowa. Walczący z dyktaturą rebelianci z Rewolucyjnego Frontu Zjednoczenia zamiast stać się bojownikami o wolność swojego narodu, okazali się dobrze zorganizowaną i uzbrojoną mafią, której zależało jedyne na eksploatowaniu złóż diamentów. Wojna domowa ustała dopiero w 2002 roku, kiedy do Sierra Leone wkroczyły siły międzynarodowe i zorganizowano tam demokratyczne wybory. Rebelianci wystawili własnych kandydatów, próbując zdobyć sympatię tych, którym wcześniej odrąbywali maczetami dłonie. W wyborach rebelianci na szczęście przegrali z kretesem i zniknęli z politycznej sceny, a nowy rząd zdołał zapanować nad sytuacją. Jednak tysiące krwawych diamentów, trafiło z Afryki wprost do Antwerpii, która jest światowym centrum handlu tymi kamieniami.

Większość diamentów, które pysznią się na zaręczynowych pierścionkach, na którymś z etapów swojej podróży zaliczyło Antwerpię. Antwerpia jest diamentową stolicą już od XV w. Rzemieślnicy szlifujący kamienie w tym mieście stworzyli technologię umożliwiającą ich obróbkę i nadawanie im pięknych, iskrzących się światłem szlifów. Do szlifowania diamentów używa się innych diamentów. W Antwerpii nadal obrabia się największe i najpiękniejsze okazy tych kamieni, bo od XV w. tylko tutejsi rzemieślnicy do perfekcji opanowali tą trudną sztukę. 80% wszystkich diamentów na świecie, przechodzi tym samym przez Antwerpię – reszta obrabiana jest w Indiach. Są to zazwyczaj najmniejsze kamienie o niewielkiej wartości, które szlifuje się obserwując cały proces przez mikroskop. Hindusi wyspecjalizowali się w tej technice do tego stopnia, że przez ich warsztaty przechodzą kamienie których wartość oceniano kiedyś na przemysłową a nie jubilerską.

W Antwerpii handlem diamentami zajmują się głownie Żydzi. W 1981 roku, po palestyńskim ataku terrorystycznym na dystrykt diamentów w tym mieście, wprowadzono wyrafinowany system zabezpieczeń i wyłączono tą część miasta z ruchu kołowego.

źródło: nowaatlantyda.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *